Reklama

TERMINAL NA KAŻDE CZASY PDF Drukuj Email
MOTO-KRONIKA

Świętowanie okrągłych rocznic przez firmy, które akurat w momencie jubileuszu mogą pochwalić się dynamicznym rozwojem lub – choćby – dobrą kondycją, to żadna sztuka. Klasę menedżerów poznaje się dopiero po ich postawie wówczas, gdy z jednej strony wskaźniki ekonomiczne kierowanego przedsiębiorstwa przyprawiają o ból głowy, z drugiej zaś – nieubłagany kalendarz przypomina, iż właśnie teraz wypadałoby zaprosić gości oraz – co gorsze – dziennikarzy, na okolicznościowe spotkanie.

Menedżerowie Bałtyckiego Terminalu Kontenerowego (BCT) w Gdyni na czele z prezesem zarządu, Krzysztofem Szymborskim (na zdjęciu z lewej) dali dowód, że nie boją się trudnych wyzwań. W czwartek, 22 października 2009 zaprosili przedstawicieli wybrzeżowych mediów, aby podzielić się informacjami na temat aktualnego stanu firmy, świętującej okrągłe 30-lecie istnienia. Padły kłopotliwe pytania lecz uników nie było. Ubiegły rok BCT zamknęła  obrotami na poziomie ledwie 50 proc. wyników z 2007 roku. Trendami ogólnymi tego faktu wytłumaczyć się nie da, bowiem w samej branży kryzys spowodował zmniejszenie przeładunków o 27 proc. Co gorsze, pod koniec ubiegłego roku BCT stracił jednego ze swoich  najpoważniejszych klientów - armatora MAERSK Line, który postanowił skorzystać z oferty konkurenta zza miedzy, firmy DCT Gdańsk S.A. Nic zatem dziwnego, że obecnie terminal w Gdyni wykorzystuje ledwie jedną trzecią swoich możliwości.

Jak tę sytuację odbiera właściciel BCT, filipińska korporacja International Container Terminal Services Inc. (ICTSI), dla której terminal gdyński jest trzecim pod względem wielkości obrotów wśród 19 posiadanych w 11 krajach? Obecny podczas konferencji Manuel Fernandez (na zdjęciu z prawej), wiceprezydent ICTSI, sprawujący pieczę nad rynkami Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki wyraził przekonanie, że obecne problemy mają charakter przejściowy i gdyński terminal nadal może liczyć na pełne wsparcie ze strony grupy w ich przezwyciężeniu.

Nie są to bynajmniej deklaracje bez pokrycia. Właśnie od momentu sprzedania udziałów Filipińczykom (30 maja 2003) rozpoczął się najlepszy okres w historii BCT. 60 mln dolarów zainwestowanych od tamtego czasu przez grupę ICTSI doprowadziło m.in. do zwiększenia rocznych zdolności przeładunkowych gdyńskiego terminalu z 250 do 750 tys. TEU (jednostka przeliczeniowa odpowiadająca kontenerowi 20-stopowemu).

Godna podkreślenia jest również posiadana infrastruktura i techniczne „uzbrojenie” BCT. Na powierzchni 60 ha znajdują się m.in.: 800-metrowe nabrzeże z pięcioma stanowiskami przeładunkowymi (w tym jednym do obsługi statków ro-ro), place przeładunkowe do jednorazowego składowania 20 tys. TEU, 400 stanowisk dla kontenerów chłodniczych, magazyn o powierzchni 20 tys. m. kw., place samochodowe dla 6,5 tys. aut, parking dla pojazdów ciężarowych, terminal kolejowy z trzema torami o długości 300 m oraz dwa biurowce. Szybki załadunek i wyładunek statków ułatwia 6 suwnic nabrzeżowych (w tym dwie typu post panamax), 18 suwnic placowych, 2 suwnice kolejowe oraz liczny sprzęt wspomagający.

Pozostaje paradoksem, że obecny, bardzo trudny choć jubileuszowy rok zamyka akurat tę „pięciolatkę”, która obfitowała  w najbardziej efektowne dokonania BCT. W 2007 roku, a więc niespełna dwa lata temu, przeładowano tu rekordową liczbę 493,86 tys. TEU, co dało gdynianom trzecie miejsce wśród wszystkich terminali nad Bałtykiem, a w dniach 15-16 kwietnia tego samego, 2007 roku przy nabrzeżu BCT gościł największy z dotychczas obsługiwanych statków – msc „Bremen” o pojemności 5.029 TEU i długości 294 m.

Nie od rzeczy – zważywszy choćby na profil „MOTO” – będzie także podkreślenie bardzo mocnej, samochodowej specjalizacji Bałtyckiego Terminalu Kontenerowej. W ubiegłym roku odnotowano tu absolutny rekord 71.671 przeładowanych samochodów, natomiast w 30-letniej historii zakładu było ich łącznie 701.421. Imponujący wynik z 2008 roku to oczywiście zasługa niskiego kursu dolara i zwiększonego popytu na samochody sprowadzane z USA. Obecnie ten rodzaj prywatnego importu ma charakter śladowy i obejmuje – co widać na załączonych zdjęciach - głównie samochody do celów specjalnych (np. wydłużone limuzyny marki Lincoln wynajmowane często przez nowożeńców), amerykańskie klasyki ze „skrzydlakami” na czele oraz pojazdy traktowane jako magazyny części zamiennych dla samochodów kupionych wcześniej.

A propos części… Ich amatorzy zainteresowali się zawartością placów składowych BCT tak mocno, że firma musiała zainstalować specjalne systemy laserowe sygnalizujące każdą próbę sforsowania portowego ogrodzenia.

Zaczynaliśmy tę relację od podkreślenia klasy menedżerów BCT nie obawiających się stawiania czoła jubileuszowym wyzwaniom w chwilach dla firmy trudnych, więc powróćmy do tego samego wątku na zakończenie. Otóż, niżej podpisany od lat dokładnie dwudziestu obserwuje osobliwą amnezję nowo wykreowanych biznesmenów wobec dokonań ich poprzedników. Można by wręcz sądzić, że cała gospodarcza historia Polski zaczęła się dokładnie w chwili, gdy do władzy doszli tak wybitni „budowniczowie” jak np. Jan K. Bielecki czy Janusz Lewandowski. Przedtem natomiast była nicość absolutna i aż dziwne, że ci sami panowie jakoś znajdowali chętnych na jej wyprzedaż.

Na tym tle – zwielokrotnionym przez tysiące innych, głupawych „podsiębiorców” kojarzących czasy słusznie minione wyłącznie z półkami wypełnionymi octem – kierownictwo BCT jawi się niczym okazała latarnia morska rozpraszająca mroki zapomnienia o dokonaniach rodem z innej epoki. To nie tylko kwestia podkreślania historycznej, 30-letniej ciągłości między obecnym BCT, a dawnym Zakładem Kontenerowym w Gdyni, który rozpoczął swoje funkcjonowanie dokładnie 29 października 1979 roku od obsługi statku ro-ro ms. „Baltic Eagle”, należącego do serwisu PolAnglia, wspólnego przedsięwzięcia United Baltic Corporation i Polskich Linii Oceanicznych. To także publicznie podkreślana pamięć i szacunek dla pracy poprzedników. Na dowód przytaczamy wypowiedź Krzysztofa Szymborskiego, prezesa zarządu BCT:

-  Pracujemy  w historycznej już części gdyńskiego portu, tak wspaniale kontynuującej pionierskie tradycje Gdyni, z jej niezaprzeczalnym wizerunkiem nowoczesnego lidera branży morskiej w Polsce. I tak, jak zawsze w tym miejscu na ziemi, ambicje zgromadziły w 70-ych latach ubiegłego stulecia, nieprzeciętnych i energicznych ludzi, tym razem wokół bazy kontenerowej. Jestem pełen podziwu dla wyobraźni i skuteczności ówczesnych decydentów, którzy postanowili o budowie bazy i stworzyli ku temu warunki.

Firma, której pracownicy - mimo zasłużonej satysfakcji z dokonań własnych – nie negują, a wręcz podkreślają zasługi poprzedników ma wszelkie dane ku temu, aby przetrwać w każdych czasach.

Tekst i zdjęcia:
Henryk Jezierski

NA TEN SAM TEMAT:

"Made in Ameryka", patrz http://www.moto.gda.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=443:qmade-in-amerykjaq&catid=41:poczta-qmotoq&Itemid=54

 
COPYRIGHT 2008. MOTO.GDA.PL ALL RIGHTS RESERVED