|
Rozmiękczone obfitymi deszczami szutrowe nawierzchnie oraz głębokie koleiny tworzące się już po przejechaniu kilku pierwszych samochodów stanowiły poważne wyzwanie dla ponad 40 załóg uczestniczących od 5 do 7 czerwca br. w 5 Rajdzie Lotos Balic Cup, który zyskał status jednej z rund Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski. Nie obyło się bez defektów, wypadków i odwołanych odcinków specjalnych lecz o większych niespodziankach trudno mówić. Ton imprezie nadawali faworyci w osobach Leszka Kuzaja (na zdjęciu poniżej) i aktualnego mistrza Polski, Francuza - co warto zaznaczyć - Bryana Bouffiera, najlepszego zresztą także w sezonie 2007.
Specyfikę rajdowania po kaszubskich trasach lepiej niż słowa oddają zamieszczone zdjęcia, natomiast końcowe wyniki kwitują dokonania czołowych załóg, toteż pragnę podzielić się przede wszystkim refleksjami wieloletniego kibica sportów motorowych i – co tu ukrywać – niegdysiejszego rajdowego mistrza Polski dziennikarzy. Zwłaszcza, że Rajd Lotos daje sporo materiału do przemyślenia w tym względzie. Refleksja pierwsza dotyczy pogłębiającej się przepaści między rajdową czołówką, a jej naturalnym zapleczem, tj. młodymi, obiecującymi kierowcami. Główny problem tkwi w tym, że nie jest to bynajmniej przepaść w umiejętnościach zawodników lecz w ich możliwościach finansowych, dyktowanych albo zamożnością własną, albo dostępem do hojnych sponsorów. Wystarczył kilkunastominutowy spacer po parku maszyn zlokalizowanym w Przodkowie, aby wyraźnie odczuć podział na tych co na górze i tych, co na dole. Pierwsi mają do dyspozycji praktycznie wszystko – od profesjonalnego zaplecza serwisowego po… hostessy przygotowujące kawę z ekspresów zasilanych własnymi generatorami. Drugim pozostaje liczenie na pomoc członka rodziny lub dobrego kolegi robiącego za człowieka od wszystkiego. Dobrze, że dzięki takim inicjatywom jak np. Citroën Racing Trophy Polska stworzona została szansa rajdowej rywalizacji za pieniądze wielokrotnie mniejsze, niż te które gwarantują sukces w klasyfikacji generalnej. Źle, że wielu obiecujących kierowców z tej grupy nie ma praktycznie żadnych szans na kontynuowanie swojej kariery za kierownicą samochodów cokolwiek szybszych niż Citroen C2 R2 Max. Ktoś powie; jak będą tak utalentowani jak np. Leszek Kuzaj, to też doczekają się profesjonalnych teamów i najmocniejszych samochodów. Sęk w tym, że w odniesieniu do Kuzaja „talent” to pojęcie zdecydowane naciągane. Mamy bowiem do czynienia bardziej z rajdowym „napaleńcem”, głodnym sukcesu za wszelką cenę niż kierowcą świadomym tego, że rajdy wygrywa ten, kto dojeżdża do mety w możliwie – podkreślam to słowo – najkrótszym czasie. Dla większości przygodnych kibiców Kuzaj to kierowca jeżdżący nie tylko najszybciej ale także najbardziej widowiskowo. Ja w jeździe Kuzaja widzę przede wszystkim bezsensowną szarpaninę i walkę z samochodem, zamiast efektywnego wykorzystywania jego możliwości. Liczne „dzwony” i pożegnania z trasą, jakie są udziałem tego kierowcy, tylko potwierdzają moją tezę. Tymczasem wystarczyło uważniej przyjrzeć się technice jazdy Francuza Bouffiera (na zdjęciu poniżej), aby zrozumieć, że takie same, a nawet lepsze rezultaty można osiągnąć pokonując odcinki specjalne płynnie, ze starannym dobieraniem toru jazdy i unikaniem sytuacji, w których koła zamiast pozostawać w kontakcie z podłożem i wykorzystywać siłę tarcia, służą tylko za… wiatraki mielące powietrze i piach. 
Refleksja druga jest natury poważniejszej, choć ma bezpośredni związek z powyższymi rozważaniami. Rzecz bowiem w czymś, co określiłbym mianem braku odpowiedzialności za swoje czyny i słowa. Wspomniany L. Kuzaj ledwie pół roku temu, startując w czeskiej imprezie Rallysprint, zamykającej sezon i będącej - podobnie jak warszawski Rajd Barbórka – formą rajdowej zabawy, organizowanej z myślą o kibicach, doprowadził do tragicznego wypadku, w wyniku którego dwóch z tychże kibiców straciło życie. Zestawienie okoliczności tego dramatu z jego konsekwencjami oraz samą, „pietruszkową” stawką imprezy nie wystawia Kuzajowi najlepszego świadectwa jako kierowcy rajdowemu. Można wręcz powiedzieć, że sytuuje go w gronie niepoczytalnych szaleńców. W takim też duchu wyczyn wielokrotnego mistrza Polski oceniały setki czeskich kibiców na forach internetowych, o czym w polskich mediach było nad wyraz cicho. Pewnym wytłumaczeniem tej cenzury była deklaracja samego Kuzaja, pozwalająca domniemywać, iż da sobie z rajdami spokój jeśli nie na zawsze, to przynajmniej na czas wystarczająco długi, aby wyciągnąć właściwe wnioski z grudniowej tragedii, np. przesiadając się do auta słabszego, bardziej adekwatnego do jego cech psychofizycznych, a przynajmniej – bardziej bezpiecznego dla innych aktorów i obserwatorów rajdowych zmagań, kibiców szczególnie. Niestety, deklarowany przez L. Kuzaja „czas nieokreślony” trwał wyjątkowo krótko. Akurat do początku następnego sezonu… Może zatem nastąpiła jakaś gwałtowna i cudowna metamorfoza dotychczasowego jeźdźca bez głowy? Śmiem wątpić, zwłaszcza po bezpośrednim obejrzeniu jego jazdy podczas czerwcowej rundy RSMP. Obawiam się także, że Kuzaj szybko zapomni o tragedii z 6 grudnia 2008 roku. I znowu zacznie po swojemu… Mam smutne wspomnienia i skojarzenia w tym względzie. Pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia bożyszczem kibiców i - niestety – większości dziennikarzy sportowych był niejaki Jerzy Landsberg, wspominany zresztą do dzisiaj jako jeden z najbardziej utalentowanych kierowców w historii polskich rajdów. Dla mnie, wówczas początkującego wprawdzie dziennikarza motoryzacyjnego lecz doświadczonego kibica sportów motorowych, był to wyjątkowo niebezpieczny idiota, częściej używający pedału przyspieszenia niż mózgu. Gdy zabił pierwszego ze swoich pilotów, ostrzegałem kolegów po fachu, że nie będzie to pierwsza i ostatnia ofiara Lansdberga. Nie wierzyli, mówili o przypadku. Na potwierdzenie swoich racji długo nie czekałem. W kwietniu 1979 roku, podczas Rajdu Krokusów, śmiertelną ofiarą „mistrzowskiej” jazdy idola kibiców i dziennikarzy stał się drugi z jego pilotów, Janusz Szajng. Następnych pilotów Landsberg już nie uśmiercał z przyczyn obiektywnych. Zmarł w szpitalu tydzień po tym samym wypadku. Coś jakby szczęście w nieszczęściu… I na koniec, dla poprawienia nastroju, anegdota związana integralnie z nieodżałowanym red. Bogusławem Koperskim, nie żyjącym od paru lat dziennikarzem tygodnika „MOTOR”. Otóż podczas tzw. premier prasowych samochodów wchodzących na nasz rynek, standardem było dobieranie do jazd testowych po dwóch kierowców. Gdy jeden prowadził auto, drugi odczytywał trasę z dołączonej mapki. Potem następowała zmiana ról. Przyznaję, że miałem i nadal mam zasadę nie wsiadania do samochodu z dziennikarzem, o którym wiem, że durnieje za kierownicą lub którego po prostu nie znam. W takim wypadku wolę poczekać na możliwość jazdy solowej lub odpuszczam ją sobie zupełnie. Boguś - mimo, że starszy ode mnie - był bardziej ufny. Któregoś razu, po mrożącej krew w żyłach jeździe z początkującym dziennikarzem motoryzacyjnym, jednak nie wytrzymał. Wysiadł z samochodu, podszedł do kierowcy i nawiązał dialog tej treści: - Kolego, ty chyba strasznie kochasz jeździć samochodami? - I to jak! - To dlaczego się tego, kurwa, nie nauczysz! No, właśnie, panie Kuzaj… 









Henryk Jezierski Zdjęcia: Piotr Jezierski 5. Rajd Lotos Baltic Cup (05 – 07 czerwca 2009, Gdańsk) Klasyfikacja generalna 1. Leszek Kuzaj i Robert Hundla, A. Rzemieślnik (Peugeot 207 Super 2000) -1h 28 min 53,4 s 2. Bryan Bouffier i Xavier Panseri, Asa de la Drome (Mitsubishi Lancer Evo IX) – strata 24,5 s; 3. Zbigniew Staniszewski i Bartlomiej Boba, A. Polski (Mitsubishi Lancer Evo IX) – 2 min 08,6 s; 4. Michał Sołowow i Maciej Baran, A. Kielecki (Peugeot 207 Super 2000) – 2 min. 30,2 s; 5. Kajetan Kajetanowicz i Jarosław Baran, A. Cieszyński (Subaru Impreza) – 3 min 02,2 s. 6. Maciej Oleksowicz i Andrzej Obrębowski, A. Rzemieślnik (Peugeot 207 Super 2000) – 3 min 21,4 s. 7. Tomasz Kuchar i Daniel Dymarski, WTS (Peugeot 207 Super 2000) – 3 min 26,0 s. 8. Tomasz Czopik i Magdalena Lukas, A. Krakowski (Mitsubishi Lancer Evo IX RS) – 4 min 04,0 s. 9. Zbigniew Maliński i Joanna Madej, A. Rzemieślnik (Mitsubishi Lancer Evo IX) – 12 min 06,9 s; 10. Paweł Stefanicki i Bartosz Bil, A. ART (Honda Civic FN2 R3) – 12 min 17,9 s. Klasyfikacja generalna RSMP po Rajdzie Lotos Baltic Cup 1. Bryan Bouffier i Xavier Panseri - 50 pkt. 1. Leszek Kuzaj i Robert Hundla - 45 pkt. 3. Michał Sołowow i Maciej Baran - 39 pkt. 4. Tomasz Kuchar i Daniel Dymurski - 38 pkt. 5. Kajetan Kajetanowicz – 37 pkt. 6. Tomasz Czopik i Magdalena Lukas - 22 pkt. 7. Zbigniew Staniszewski i Bartlomiej Boba (Mitsubishi Lancer Evo IX) – 19 pkt. 8. Maciej Oleksowicz i Andrzej Obrębowski - 19 pkt. 9. Radosław Typa i Ryszard Ciupka - 7 pkt. 10. Michał Bębenek i Grzegorz Bębenek - 5 pkt. Następna runda RSMP: 10-12 lipca 2009, Rajd Karkonoski z bazą w Karpaczu. |